Życie Saurona - Rozdział 2
Nekko, data: 2007-08-16, Komentarze: 3.

Rozdział 2

"Już po dziewiątej, a ten przebrzydły czarodziej nie dzwoni! Pewnie zabawia się gdzieś z tym swoim szarym pobratymcem! Że też ja, wielki Sauron, Czarny Lord, muszę się użerać z takimi amatorami! Ta cała sytuacja z biednym Farinellim źle wpływa na moje samopoczucie. Ja tęsknię! Ja go potrzebuję! Ale zamiast tego, moja wrażliwa osobowość jest narażona na kontakty z tępymi orkami i goblinami. Właśnie! Muszę wezwać Nazguli! Trochę, co prawda, posępni, ale przynajmniej ich IQ przewyższa iloraz inteligencji kalarepy. No i zawsze jakaś odmiana po tylu latach z zielonkawymi śmierdzielami... Och! A co to?!" - rozmyślania Saurona przerwała tandetna melodyjka dobiegająca z błyszczącego kryształu palantira.

- Czarny Lord, słucham? - mały osobnik przemówił udawanym basem.

- Tu Saruman Mądry! - odrzekł głęboki i poważny glos.

- No wreszcie, długo musiałem czekać na ten telefon, na Morgotha! - Sauron uderzył swoją mała piąstką w stół.

- Przepraszam, sprawy zawodowe...

- Zawodowe, tak? Znowu się zabawiałeś przy fajkowym zielu z tym niedoinformowanym iluzjonistą! - Czarny Lord zaczął krzyczeć już swoim naturalnym, piskliwym głosikiem.

- Cel uświęca środki, powiedzmy... W każdym bądź razie, Sauronie, wiele się dowiedziałem...

- Coś o Farinellim? - spytał z nadzieją.

- No, niezupełnie... Ale podejrzany jest fakt częstej obecności Gandalfa Szarego na północnym zachodzie. Co chwila udaje się na jakieś zadupie, Szajr, Szejer, Shiro... Shire! Żyją tam jakieś małe pokurcze.

- Czy to nie stamtąd mamy fajkowe ziele? - w głosie Lorda pobrzmiewało rozmarzenie.

- A tak, rzeczywiście...

- Więc może twój niewyżyty kolega w tych szarawych łachmanach bywa tam właśnie po towar...

- No może... Pewnie masz rację, co ci się zresztą rzadko zdarza.

- Co powiedziałeś, obleśny staruchu?! Jak tego nie odszczekasz, to ja pójdę do tej twojej wieży i... - zaczął sugestywnie Sauron.

- Nie, nie! Ja już przepraszam! Masz rację, bo w końcu co mają biedni, mali wytwórcy tego zielska do wielkiej polityki...

- Ano właśnie. Więc niczego się nie dowiedziałeś! Nie mam z ciebie żadnego pożytku, rozleniwiony burżuju!

- Że przepraszam bardzo jak?! A kto ci przesyła odżywki z kory drzew Fangornu?! Chyba ktoś tu nie docenia mego geniuszu... - odparł czarodziej z rozżaleniem.

- Jakiego geniuszu, skorumpowany pseudo-Majarze?! Prześlij mi w sobotę coś na porost włosów, to może ci przebaczę! A teraz załatwię sobie nowych pracowników.

- No chyba nie Dziewięciu?!

- A co do nich masz, padalcu?!

- No piszczą niemiłosiernie! A wzywaj ich sobie, ja idę do lasu!

- A idź! Niech spłynie na ciebie błogosławieństwo Farinelliego!

- Tak, tak... Wzajemnie...


Sauron schował połyskliwy palantir pod sosnowym łóżkiem i wygładził swe czarne, atłasowe szaty. Chrząknął parę razy i począł myśleć (z trudem, co prawda, ale jednak) jak by tu przywołać swoje sługi... Po dwóch godzinach, z konsternacją na twarzy, udał się do swojego tajnego laboratorium, ukrytego za garderobą. Był to mały pokoik urządzony w stylu "Obłąkanego Cowboya Nękanego Kompleksem Niższości" z rzeźbą przedstawiającą dwóch młodych elfów w dwuznacznej pozycji, w środku pomieszczenia. Sauron podszedł do szafki z magicznymi eliksirami i odżywkami do włosów. Po chwili wybrał fioletową fiolkę i wylał jej zawartość na kawałek podłogi pod zielonkawym kominkiem. Gdy parkiet zaczął świecić różowym blaskiem, Czarny Lord zdjął pelerynę i począł wykonywać dziwny taniec dookoła magicznego kręgu. Po trzech minutach wokół Saurona pojawił się jasny dym. Wyłoniło się z niego dziewięć fioletowych postaci.

- Ave Sauron! - powiedzieli chórem, posępnymi głosami.

- Nareszcie! - odparł, zakładając czarną pelerynkę. - Co tam, chłopcy? Jak zdrowie?

- Dobrze, panie, dziękujemy...

- A gdzie wasze czarne szaty? - spytał, przyglądając się z zainteresowaniem fiołkowej skórze Nazguli.

- Zdematerializowały się w drodze, Czarny Lordzie - odpowiedział ze spokojem Upiór Pierścienia stojący w środku i uważający się za przywódcę Dziewięciu.

- Aha... A jak tam wam było w innej sferze? - Sauron ponownie spróbował rozpocząć konwersację.

- Miło, dziękujemy...

- Może byście się bardziej postarali?! Wezwałem was, bo myślałem, że mogę z wami inteligentnie pogadać! - ze zdenerwowania niskiemu człowieczkowi włosy dęba na głowie stanęły.

- ... - Nazgule spuściły swe posępne, fioletowe łby i czekały w milczeniu.

- Dobrze, mam inny pomysł... - zaczął Sauron z uśmiechem. - Kto jest najpotężniejszy w całym Śródziemiu?

- Ty, Czarny Lordzie... - odpowiedzieli chórem poważnymi głosami.

- A kto będzie niebawem władać całym Śródziemiem?

- Czarny Lord, Sauron...

- A kto szczyci się najładniejszym okiem w całym Śródziemiu?

- Jedyny władca Pierścienia, Czarny Lord, Sauron... - powiedzieli kłaniając się w pół.

- He, he - rozmarzył się kurdupel - wiedziałem, że nie zawiodę się na waszej inteligencji! Teraz możecie odejść. Zajmijcie komnaty na najwyższym piętrze Barad-dur, z tarasem widokowym. Od jutra zajmiecie się popędzaniem leniwych orków. A teraz: dobranoc, moje wierne sługi! Tylko nie piszczcie w nocy, mam bardzo lekki sen.

- Dobranoc Lordzie, oby najposępniejsze z posępnych wizji nawiedziły cię podczas mrocznego snu, który ześle na ciebie czarny demon nocy...

- Eeee... Taaa, dzięki... Idźcie już! - odpowiedział niepewnie Czarny Lord.

Dziewięć fioletowych pokrak opuściło tajne laboratorium, a zmęczony Sauron udał się do swojej luksusowej komnaty, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie na rzeźbę młodych elfów.


Następnego dnia Sauron obudził się z silnym postanowieniem zrobienia czegoś złego.

- Zrobimy NARADĘ! - krzyknął radośnie. - A potem potorturujemy paru złapanych ludzi i elfów! Tak, to będzie bardzo złe... - oblizał się obleśnie i założył czarne szatki.

Postrach całego Śródziemia ruszył w kierunku wielkiej sali konferencyjnej na przedostatnim piętrze wieży Barad-dur. Zajął miejsce u szczytu wielkiego, lśniącego stołu i rozkazał orkom wezwać Nazguli. Po paru minutach w pomieszczeniu znalazło się Dziewięciu, tym razem w czarnych, koronkowych togach.

- Piękne stroje, panowie... - zauważył Sauron z nieukrywanym podziwem i nutką zazdrości.

- Dziękujemy Lordzie Sauronie - odparli posępnie i zajęli miejsca po obu stronach swojego pracodawcy.

- Jeszcze tylko połączę się poprzez palantir z Sarumanem i możemy rozpocząć - powiedział, machając łapkami nad kulistym kryształem.

- Tu Największy Czarodziej Śródziemia, Saruman Biały zwany Mądrym... - odpowiedział napuszony głos.

- Niestety rzeczywistość mija się z pobożnymi życzeniami, arogancki iluzjonisto - rzucił Czarny Lord, dumny ze swojej błyskotliwej odpowiedzi.

- Ty wiesz o tym najlepiej... - mruknął cicho tamten i obawiając się gniewu Saurona, zmienił temat. - Czemu dzwonisz?

- Robimy NARADĘ! - odpowiedział, wypinając klatę i udając macho. - Przywitaj się z Nazgulami!

- Cześć Upiory Pierścienia! - silił się na entuzjazm Saruman.

- Witaj posępny czarodzieju znad zdradliwej i demonicznej rzeki - odparli chórem, posępnie, jak zawsze i zapiszczeli radośnie.

- O kur***! Mówiłem, że piszczą niemiłosiernie! Poza tym optymistyczni jak zawsze... - zauważył czarodziej, a palantir aż się zaświecił.

- Gdzie twoje maniery, kalarepo?! Pamiętaj, że obracasz się teraz w kręgu kulturalnych, wykształconych i wrażliwych na piękno osób... Nie tych obwiesiowatych czarodziejów w kolorowych adidasach

- Nie rozśmieszaj mnie! Poza tym, nosimy adidasy, bo często podróżujemy, a to bardzo wygodne trzewiki - zaczął się nerwowo tłumaczyć czarodziej.

- Taaa, jasne... W każdym bądź razie czas zacząć! Nazgule, prezentujcie plakaty i makiety! - zwrócił się do Upiorów trzymających jakieś papiery. - Po pierwsze: musimy znaleźć sojuszników!

- A na cholerę?! Czy ja ci nie wystarczam? - zapytał czarodziej z nadzieją w głosie.

- Nie - powiedział krótko. - A kto się najlepiej nadaje?

- Hmm, elfy? - spytał błyskotliwie jeden z Nazguli.

- Oczywiście! One na pewno z chęcią przyłączą się do nas! - Sauron podrapał się po nosie z wrażenia. - Czy ci rozum do reszty odjęło, nędzo mordorska?! Myślałem, że jesteście inteligentniejsi od tego orkowego bydła!

- Problemy z podwładnymi? - spytał Saruman szyderczo.

- Zamknij się, blada pokrako! Otóż sprzymierzymy się, tzn. przejmiemy kontrolę nad dzikimi ludami Haradu!

- A po co, Czarny Lordzie? - zapytał Nazgul skrzeczącym głosem.

- Bo to niedorozwinięci idioci! - powiedział wesoło tamten.

- No tak, coś dla ciebie... - burknął Saruman.

- Łatwo ich opanować! A walczą całkiem nieźle, no i mają te... no... jak oni na to wołają... olifanty! Darmowe mięso armatnie! - odparł Sauron, będący pod wrażeniem swego własnego geniuszu.

- Brawo, panie... - Nazgule wiwatowały... posępnie.

- Ach wiem! A teraz nasi wrogowie! Ustawcie odpowiednie planszę! Saruman, przestaw palantir na funkcję video-telefonu... Patrzcie! To jest ten przeklęty, pompatyczny, napuszony elf z Rivendell! - Nazgule wydały z siebie odgłosy obrzydzenia, patrząc na portret Elronda. - Dokładnie pamiętam tę jego okropną mordę podczas wielkiej bitwy końca drugiej ery! Niewiele brakowało, a za namową tego psubrata debil Isildur zniszczyłby Farinelliego! Podstępne bydle z tego Elronda! Pamiętajcie! I jeszcze przyjaźni się z tym twoim szarym przygłupem, Sarumanie! Trzeba na niego uważać!

- Nie martw się, uważa mnie za wielkiego mędrca służącego dobru Śródziemia - odparł dumnie czarodziej, wygładzając białe włosy.

- Naiwny kretyn! Buahahahahahahaha! - Sauron wybuchł szyderczym i przerażającym śmiechem. - Następni są: ta stara wiedźma i jej mąż-pantoflarz z LothLorien! To złośliwe babsko to twarda sztuka, włada sobie tym lasem i ma niezłe artefakty! Trzeba ją będzie ubić!

- Z kijami na Galadrielę! I jej męża-pantoflarza! - zakrzyknęły groźnie Upiory, rzucając orkami stojącymi w pobliżu w wizerunek potężnych elfów.

- Ech... to lubię! - Sauron zatarł ręce z radości. - Kolejną przeszkodą jest Theoden, który się bezczelnie rozpanoszył pod twoją wieżą, biała łazęgo! - tu zwrócił się do Sarumana.

- Jak możesz tak mówić?! Przecież w każdej chwili mogę osłabić ten Rohan!

- No i to zrobisz! Ale ma to być dyskretna robota! Wyślij tam zaufanego człowieka i sam opanuj umysł tego końskiego króla!

- Zobaczymy, co da się zrobić...

- Nie zobaczymy, tylko rób, co mówię! - rozkazał groźnie, ponownie wypinając napakowaną klatę, niczym Sylvester Stallone w Rambo.

- No dobrze, już dobrze... - odparł pokornie czarodziej.

- No i ostatni! I zarazem najbliżsi! Władcy tego wieśniackiego Gondoru! Denethor i jego dwaj młodociani synowie: Boromir i Faramir!

- Cóż za inwencja w doborze imion... - zauważył cicho Saruman.

- Z tym nie będziemy mieć problemu. Denethor to frajer. Poza tym faworyzuje starszego syna, który cierpi na kompleks niższości i ogólnie jest chciwym skurczybykiem. A Faramir to pokrzywdzony przez los, nieśmiały chłopiec. Zostawimy ich w spokoju, sami się wykończą!

- A co z prawdziwym władcą Gondoru? - spytał Saruman.

- No jak to? Przecież już powiedziałem! Czyżbyś miał problemy ze słuchem? - spytał Sauron drwiąco.

- Przygłupie! A co z wodzem Dunedainów?!

- Jakim wodzem? - spytał Czarny Lord z niewinnością nieskalanego myślą niemowlaka.

- Spadkobierca Isildura! Prawdziwy władca Gondoru! Nie wiesz, że Denethor to tylko namiestnik?! - Saruman zaczął krzyczeć.

- Naprawdę? Ojej, nie wiedziałem... - przyznał cichutko Czarny Władca.

- Czy potężny władca Mordoru nie słyszał nigdy o Aragornie, synu Arathorna?! - czarodziej tracił już cierpliwość.

- Skoro nie słyszałem, to znaczy, że to mało znacząca postać! Pewnie już nie żyje! Albo niebawem zginie w jakiejś pijackiej burdzie! - mały człowieczek zaczął krzyczeć, jak niezadowolone, rozkapryszone dziecko.

- Jak chcesz, ignorancie! To już wszyscy, tak?

- No jeszcze ten wkurzający Gandalf, ale nim sam się zajmiesz! Póki co jest niegroźny. A wy, orki, szukać Golluma! No a teraz możemy się zabawić!

- To ja spadam! - Saruman w popłochu zaczął się rozłączać.

- Durniu! Chcemy tylko potorturować parę elfów!

- A no chyba, że tak...

Po tak wyczerpującej naradzie, jej uczestnicy odreagowali stres rzucając goblinami w elfów i ludzi, polewając ich żrącym kwasem lub podpalając ich przy użyciu orodruińskiej lawy.

Komentarze:

...2007-10-04 18:29:07
~Ynteligent
nieznany
Lol:-) Brak mi słów:P

władca pierścieni2007-11-27 14:15:50
~marti
nieznany
fajna

??2008-08-18 21:00:57
GIRMI
GIRMI
fajne spojrzenie na sprawe

Dodaj komentarz:

Tytul: *
Tresc: *
Podpis: *
e-mail:
Aby zabezpieczyc adres przed spamem zamien dowolna kropke na .SPAMik.
Token: Token
Tu przepisz: *

* Pola sa wymagane

wszystkie | film | fragmenty | komiks | literatura | muzyka
---
=>
Królowie Clonmelu - recenzja książki

=>
Śmierć w pigułce - recenzja książki
Łukasz "Strider" Hajdrych, Komentarze: 0

=>
Popiół i kurz: Opowieść ze świata Pomiędzy - recenzja

=>
Cesarz Nihon-Ja - fragment
John Flanagan, Komentarze: 0

=>
Gra Endera - audiobook

=>
Nevermore. Kruk - recenzja książki
Paweł 'Oso" Czykwin, Komentarze: 0


forum | sesje rpg | konwenty | blogi | galerie | irc
---
=>
Co obecnie czytacie?
Alien, 2012-02-06, Odpowiedzi: 811

=>
Filmy
Targowo.Istore, 2012-02-06, Odpowiedzi: 1027

=>
Harry Potter
Targowo.Istore, 2012-02-06, Odpowiedzi: 110

=>
Mroczne fantasy. Co polecacie?
Świtań, 2012-01-16, Odpowiedzi: 18

=>
Manga i Anime
Solarius Scorch, 2012-01-01, Odpowiedzi: 856

=>
Moja pierwsza książka
Świtań, 2011-12-25, Odpowiedzi: 47



artykuły | nowości | blogi
---
=>
Psychoza - recenzja książki
Paweł "Oso" Czykwin, Komentarze: 2
Ostatni: marson, 2012-02-06 21:48:19

=>
Siewca Wiatru – recenzja
Tomasz Fenske 'Equinoxe', Komentarze: 15
Ostatni: Lele, 2012-02-05 09:03:41

=>
Miasto Kości - fragment
Cassandra Clare, Komentarze: 5
Ostatni: KatherinePierce, 2012-02-04 21:21:11

=>
Eragon – recenzja filmu
Ostatni: bruce, 2012-02-02 22:06:30

=>
Ruiny Gorlanu - przedpremierowa recenzja
Ostatni: Krzysztof Leszczyński, 2012-01-14 17:04:37

=>
Przed świtem - recenzja książki
Paweł 'Oso' Czykwin, Komentarze: 86
Ostatni: Elżbiewa, 2011-12-27 19:06:58

Redakcja | Współpraca | Prawa Autorskie | Reklama
© Tawerna RPG 2000-2012. Pewne prawa zastrzezone. ISSN 1895-0000