Zaloguj się

Pyta Zuzanna Pająk:
Z. P.: Jaka jest pańska definicja rzeczywistości wirtualnej?
A. Z.: To świat wyimaginowany, wylęgły tylko w wyobraźni, choć będący odbiciem realnej rzeczywistości. Według takiej definicji dziś do VR należałoby zaliczyć nie tylko światy wygenerowane w naszej wyobraźni przez programy komputerowe, lecz także wszelkie wyobrażenia, marzenia senne, majaki i halucynacje, jak również seanse filmowe czy światy fikcji literackiej. Dodatkowy wymóg interaktywności, czyli wpływu woli uczestnika na przebieg wydarzeń, prowadzi do lemowskich stanów fantomatycznych, czyli życia w świecie sztucznie wytworzonym wokół nas, a raczej bezpośrednio w naszych umysłach. Przy wysokim poziomie dostępu, a więc dużych możliwościach wpływania na kształt otocznia, oraz przy odpowiednio silnym natężeniu bodźców, taki świat mógłby stać się rajem, albo – piekłem.
Z. P.: Jaka jest relacja tego poziomu rzeczywistości z rzeczywistością "obiektywną", niewirtualną?
A. Z.: W dzisiejszych czasach świat VR jest rozłączny wobec rzeczywistości, co oznacza, że łączność jest tylko pośrednia, poprzez wpływ na umysł podróżnika. Senne marzenia w chwili ich trwania w żadnym stopniu nie wpływają na otoczenie śpiącego, i vice versa. Chociaż czasami coś może zakłócić sen, np. ostre dźwięki, które bywają przekładane na oniryczne obrazy. Analogicznie, zakłócenia w aparaturze generującej VR mogą zaburzyć doznawane wrażenia. Podobnie, gdyby kiedyś – tu wchodzimy w sferę śmiałych założeń – jakieś wirtualne życie rozwinęło się w sieci internetowej, awaria sieci mogłaby stanowić apokalipsę dla jej mieszkańców.
Potoczne sformułowanie "wirtualny pieniądz" nie ma więc sensu, bo ów pieniądz ma realną siłę nabywczą i naprawdę istnieje, choć nie jako brzęczące monety, lecz w postaci magnetycznego zapisu. Podobnie jest z rejestrem długów czy wierzytelności, których wszak nikt nie uważa za wirtualne.
Z. P.: Jakie mogą być konsekwencje współistnienia dwóch poziomów realności?
A. Z.: To jest ciekawy problem. Należy oddzielnie antycypować wydarzenia z bliskiej przyszłości, które już omówiłem, oraz te z odległych czasów. Kiedyś, być może – mamy kolejne założenie o zmniejszonym prawdopodobieństwie – możliwe stanie się odwzorowanie ludzkiego umysłu w pamięci maszyny, czyli coś, co moglibyśmy dziś porównać z wgraniem inteligentnego programu na twardy dysk. Taki program żyłby sobie w wirtualnej rzeczywistości owego dysku, który stwarzałby mu pełną symulację świata, ale mógłby także "wyglądać" na zewnątrz, używając odpowiedniego interfejsu, i badać otoczenie. Dobry (albo zbyt dobry) program nie pozwoli na rozróżnienie między obydwoma światami. Kto wie, może obecnie cały kosmos jest zimny, nieprzyjazny i pusty, a Ziemia ze swoją ciepłą otuliną atmosfery, niebieskimi oceanami i życiem organicznym jest jedynie wirtualnym istnieniem, zamkniętym w jakimś obwodzie na pustynnej i nagiej Trzeciej Planecie? Przy takim założeniu nasze ziemskie życie jest w pełni wirtualne, a patrząc w nocne pogodne niebo wyglądamy przez jakiś interfejs na zewnątrz, a nawet robimy kosmiczne wycieczki – w świat rzeczywisty, do zimnego, nieprzyjaznego realu. Warto podkreślić, że w takim układzie aktualne pozostanie pytanie, kto stworzył ów obwód generujący wirtualny świat, kto zaprogramował ziemską biosferę, i na czyje podobieństwo zaplanował człowieka. Może na swoje?
Z. P.: W opowiadaniu "Na końcu będzie słowo" przedstawia Pan obraz przestrzeni numerycznej jako przestrzeni życiowej, która zastępuje przestrzeń geograficzną, na łonie której życie radzi sobie równie dobrze jak w tej, w której przyszło nam żyć naprawdę. Czy rzeczywistość niematerialna jest przyszłością ludzkości i przyjdzie nam żyć pod postacią impulsów elektrycznych?
A. Z.: Kto wie, czy tak się nie stanie, chociaż osobiście nie wierzę, że wszyscy i na stałe pogrążymy się w wirtualu. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się sytuacja, że ludzie przed śmiercią będą mogli skopiować swoje przybliżone wersje do komputerów i tam "żyć" w lepszym lub gorszym substytucie świata, który zapamiętali. Być może, że te wirtualne osobowości początkowo będą zdawały sobie sprawę ze swojego statusu, lecz potem uwierzą w otaczający ich niepowtarzalny świat. Przez specjalny interfejs będą kontaktować się z bliskimi, i będzie to łączność obustronna. Może kiedyś w ten sposób uda nam się porozmawiać z cyfrowymi duchami swoich przodków, które odtworzymy z okruchów pamięci i pozostawionych pamiątek? Doskonałość aparatury i programów oraz liczba wprowadzonych danych będzie wyznaczała stopień wiarygodności i duchów, i kontaktów. I zasadnicza sprawa – na jakim poziomie złożoności – i czy w ogóle – byty wirtualne zyskają świadomość istnienia?
Z. P.: Czy zaistnienie rzeczywistości wirtualnej pozwala na zrealizowanie odwiecznych marzeń o utopii i krainie wiecznej szczęśliwości, gdzie nie krępują nas już prawa fizyczne, nasze ciało się nie starzeje, możemy kształtować siebie i przestrzeń, w której żyjemy wedle własnych potrzeb?
A. Z.: Tak, przewiduję właśnie taki kierunek rozwoju tej technologii. Niestety, będzie to świat zamknięty, coś jak wąż połykający własny ogon. Chyba że twórczy program będzie generował zmiany, wprowadzając nowe jakości, a te zaczerpnie z zewnątrz, z realu. Inna rzecz: symulacja musi być naprawdę doskonała, bo taki świat potrzebuje miłości, tradycji, więzi rodzinnych i przyjacielskich, a także bólu i śmierci – oczywiście jeśli zechcemy przenieść tam naszą kulturę i mentalność. Bez tego wszystkiego stanie się namiastką, obszarem bezkarnego spełniana podpowiedzi najgorszych instynktów, wylęgarnią psychopatów.
Z. P.: Czy nauka i technologia mogą rzeczywiście przybliżyć nas do prawdziwej wiedzy o świecie, tak jak dzieje się to w Pańskim opowiadaniu "Rozpakuj ten świat, Evitt", zamiast przysłaniać nam jego obraz przytłaczającą ilością informacji?
A. Z.: Oczywiście! Jestem wyznawcą nauki i uważam, że stale przybliża nam obraz świata. Naukę często wini się za ludzkie wady, jak głupota czy agresja, albo zarzuca się jej, że nie spełniła marzenia o wiecznej szczęśliwości. To nieporozumienie, bo nauka przywdziewa znacznie skromniejsze szaty. Nauka jest jedynie sposobem obserwacji świata, weryfikowalnym i pozwalającym na wyciąganie wniosków, kierunkujących dalsze obserwacje. Tylko tyle! Zastosowanie, wartościowanie, poszukiwanie sensu i celu oraz indywidualne poczucie szczęścia to sprawy niesłychanie ważne, ale do nich nauka nie rości sobie pretensji.
Z. P.: A życie? To, że jest wartością samą w sobie, jest prawdą dość powszechną, lecz czy jest również jakością samą w sobie, formą niezależną od postaci, pod którą się ukrywa?
A. Z.: W badaniu życia dotychczas nie udało się oddzielić treści od postaci. Samo życie – jeśli zastanowić się na tym fenomenem w aspekcie kosmosu, gwiazd i planet, na których chaotycznie przebiegają procesy geologiczne, czyli w kontekście świata, jaki odpowiada naszej obecnej wiedzy – jest czymś niesłychanym, wyjątkowym, jakimś – chciałoby się rzec – wybrykiem natury. Gdy rozszerzymy swoją wiedzę na wszechświat dowiemy się, czy jest regułą czy wyjątkiem, czy jego siłą sprawczą są immanentne cechy materii, czy w jego zaistnieniu jest celowość, czy może stanowi istotne ogniwo w ewolucji wszechświata. Paradoksalnie, nawet nie rozumiejąc tego zjawiska, być może przeniesiemy je kiedyś na inny poziom istnienia, na którym istota życia uniezależni się od materialnego nośnika. A może jest to jedyna spośród możliwych dróg, która nie skończy się ślepo? Niektóre z tych problemów badam w opowiadaniu "Na końcu będzie słowo".
Z. P.: Czy uważa Pan, że działania człowieka w ramach cywilizacji są nienaturalne, a więc naganne?
A. Z.: Wprost przeciwnie – uważam, że człowiek jest pełnoprawnym mieszkańcem Ziemi i wszechświata i wszelkie jego poczynania klasyfikuję jako naturalne. Czy sensowne, to zupełnie inne pytanie, ale odpowiem na nie z marszu: ludzie potrafią naprawiać swoje błędy. Uważam ponadto, że pochwała człowieka i jego dokonań jest w swojej istocie głęboko humanistyczna. Może, zmieniając świat, nawet na nasz czasem kontrowersyjny sposób, dokonujemy czegoś naprawdę ważnego i celowego, z czego – przynajmniej na razie – nie zdajemy sobie sprawy?
Kim będzie ludzki klon? Czy okaże się bezmyślnym naśladowcą swojego pierwowzoru? Czy wspomnienia z dzieciństwa rodzica staną się jego własnymi? Czy będzie miał duszę, czy stanie się tworem, którego Pan się wyprze, a człowiek poszlachtuje na organy do transplantacji?
Otóż klony będą tym samym, czym są dzisiaj bliźnięta jednojajowe: ludźmi jak my, o takich samych prawach i obowiązkach, tej samej godności i analogicznych możliwościach. Szum wokół sprawy klonowania człowieka był sztucznie wywołany, a rozmiar dyskusji nijak się ma do wagi problemu. Sądzę, że klonowanie mogłoby stać się pomocne w przypadkach bezpłodności wynikłej z braku gamet lub przy zagrożeniu dziedzicznymi chorobami genetycznymi.
Ludzki zarodek trzeba zaimplantować w macicy matki biologicznej, która musi donosić normalną ciążę. W takiej sytuacji nie da się uzyskiwać całych zastępów klonów w krótkim czasie, wprost przeciwnie: cały proces jest znacznie kosztowniejszy i bardziej długotrwały niż naturalny (i o ile mniej przyjemny!). Klonowanie będzie tylko tym różniło się od dzisiejszej procedury zapłodnienia in vitro, że urodzi się genetyczna kopia dawcy komórki somatycznej. Komplikacje są znane: matka genetyczna często walczy o dziecko z biologiczną. Inne komplikacje, np. waśnie między bliźniakami z powodu ich podobieństwa, nie są znane w historii cywilizacji. O zbawienie też nie warto się kłopotać, bo geny są dziełem Stwórcy, a my jedynie przekładamy je z miejsca na miejsce, zaś narzędzie, którym to czynimy, nie jest w tym przypadku istotne. Podobnie człowiek z przeszczepionym, a nawet sztucznym sercem powędruje do nieba, jeśli czynami sobie na to zasłużył.
Oczywiście, zaistnieją nowe problemy. W razie upowszechnienia procederu osoby lub instytucje mogą być zainteresowane w klonowaniu ludzi szczególnie uzdolnionych. Bogacze zechcą mieć swoje kopie, nie na organy, lecz dlatego, że będzie ich stać na powielanie własnego, "samolubnego" genotypu. Niektóre klony mogą nie mieć prawdziwego dzieciństwa ze względu na brak naturalnych rodziców. Penetrując dalsze tereny, leżące na pograniczu futurologii i never-never landu, można sobie także wyobrazić, że pary homoseksualne będą miały dzieci (nie klony!), co jutrzejsza technika genetyczna może im umożliwić, jak również to, że skonstruuje się zewnętrzne sztuczne macice do implantowania ludzkich embrionów, albo że wykorzysta się do tego celu przestrojone hormonalnie zwierzęta, np. małpy czy krowy. Jest to jednak ekstrapolacja liniowa; historia futurologii wskazuje raczej na to, że niebawem dokona się nowych odkryć i znajdą się całkowicie inne rozwiązania, o których dziś nikomu się jeszcze nie śniło.
Andrzej Zimniak, fragment książki "Jak NIE zginie ludzkość – prognozy naukowca i wizjonera", Solaris, kwiecień 2008.
| VR tylko single player | 2008-04-01 22:42:38 |
| Zawsze mnie dziwi, kiedy wydawałoby się rozsądne osoby nie dostrzegają prostego faktu - o *wirtualnej* rzeczywistości można mówić tylko wtedy, kiedy jest to rzeczywistość wyłącznie dla danej osoby. Wtedy faktycznie nie ma ona wpływu na rzeczywistość, więc jest wirtualna. Jeżeli jednak w jakiejkolwiek "cyfrowej" wersji rzeczywistości mamy do czynienia z interakcją z inną osobą lub światem materialnym, nie można już mówić o żadnej wirtualności - bo z definicji wirtualne jest tylko to, co jest oderwane od podmiotu. Relacje w tzw. wirtualnych światach (lub "wirtualnych" społecznościach) są dokładnie w tym samym stopniu rzeczywiste/nierzeczywiste co relacje w tak zwanym RL... No chyba że uznamy, że wirtualna rzeczywistość ma kilka tysięcy lat - tyle, ile liczy sobie wynalazek pisania do siebie listów. |
Star Wars: Antologia Fanów 2009
Czarnoksiężnik z Północy
Ziemia skuta lodem
Dziewiąty mag - A.R. Reystone
Bitwa o Skandię - John Flanagan
Odwet orków
GONE – Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój
Kroki w nieznane 2008 - Antologia
Płonący most - John Flanagan
Ruiny Gorlanu - John Flanagan
Wojna goblina - Jim C. Hines
Świeca na wietrze - T. H. White
Odźwierny - Marina i Siergiej Diaczenko
Zamek Lorda Valentine'a - Robert Silverberg
Polaris - Jack McDevitt
Powrót orków - Michael Peinkofer
Alicja i Ciemny Las - Jacek Piekara
Droga Goblina - Jim C. Hines
Neuroshima: Łowca - Gabriel Kasprzak
Stacja tranzytowa/Rezerwat goblinów - Clifford D. Simak
Rycerz spod ciemnej gwiazdy - T. H. White
Obóz koncentracji - Thomas M. Disch
Astropia
451° Fahrenheita - Ray Bradbury
451° Fahrenheita - Ray Bradbury
Vita Nostra - Marina i Siergiej Diaczenko
Babel 17 - Samuel R. Delany
Wiedźma z lasu - T.H. White
Rytuał - Marina i Siergiej Diaczenko
Miasto szaleńców i świętych - Jeff VanderMeer
Miecz dla króla - T.H. White
Jak NIE zginie ludzkość - Andrzej Zimniak
Nadzy ludzie - Kir Bułyczow
Mąż czarownicy. Wielki czas - Fritz Leiber
Smykałka do wojny - Jack McDevitt
Najdłuższa podróż. The Best off... - Poul Anderson
Trzęsienie ziemi - Kir Bułyczow
Żołnierze kosmosu - Robert A. Heinlein
Wojna Zombie - Max Brooks
Niedobry Królewicz Karolek - John Moore
Astralnia - Zuzana Minichova
Rytuał, tom 2 - Dušan Fabián
Rytuał, tom 1 - Dušan Fabián
Zombie Survival - Max Brooks
Krąg doskonały - Sean Stewart
Powrót do Whorla - Gene Wolfe